Tak, jak durny i prawdziwy jest ten tytuł, tak durne i rzeczywiste były ostatnie tygodnie.
Nie wiem właściwie od czego rozpocząć, mam wrażenie, że potrzebna mi mapa myśli...
Zaczęło się dość niepozornie, od kobiety awanturującej się w bufecie, bo zamówiła tosty i jej się gramatura chleba nie zgadzała... W zasadzie to jego wielkość i kształt...I sobie myślę: Anno, to będzie pojebany miesiąc.
Dalej impreza, która odbiła się leśnym echem na mojej reputacji. Powinnam urodzić się na Kubie czy co, bo mój nieokrzesany taniec, który jest tylko tańcem, spowodował dziwną sytuację, podrajcowaną wyrwanymi z kontekstu zdarzeniami... Kto jak kto, ale mężczyźni mają takt i wyczucie w tworzeniu wysublimowanych, owitych "troską" historii o koleżankach... Z alkoholem też trzeba uważać, nawet wśród Przyjaciół, bo i oni robią w końcu z człowieka pijaczkę z ...proble wróć! ciągotkami.
No. I wreszcie doszliśmy do momentu kiedy pierwszy raz dałam plamę na korkach. W środę, wyczuwając, że zbliża się przeziębienie, wyluzowałam, obejrzałam z Damianem film, poszłam spać, rano się obudziłam, poleżakowałam, a że się wątło czułam to zasnęłam. Obudził mnie domofon i najszybsze w moim życiu olśnienie - KURWA MAĆ! KOREPETYCJE. Patrzę w kalendarz, no jak byk jest napisane: 11.00 - Grzegorz, obraz dziecka w literaturze i malarstwie polskim...
Zasmarana, zaspana, wyczochrana, wychechłana, walczę z domofonem, puka to dziecię i wpuszczam je w ten bajzel na kółkach... Oczywiście pustka teoretyczna w głowie, bo nie pamiętałam za wiele, no i co, zdziwiony, posłuchał godzinkę chaosu, wskazówek o charakterze ogólnym i o. Poszedł, zapowiadając, że następnym razem przyjdzie z mamą. Naturalnie wkurwiona, na siebie, na sytuację, nie wzięłam ani grosza.
Na drugi dzień kolejne korepetycje, i kolejny zonk. Kola weszła sobie do pokoju tempem spacerowym, zatoczyła koło i wysrała się na środku pokoju. :]
Jakże trudno w takiej sytuacji zachować stoicki spokój...
I najgorsze... Popijam sobie maślankę stracciatella, biorę głęboki oddech i sobie myślę, że jestem zewsząd w chuj ograniczana. Stasiu dobrze napisał, zaschematowana.
Tylko się zastanawiam czy to bardziej ja wpadam w schematy, czy ludzie...
Idę na imprezę, bawię się, tańczę, to zaraz, że się najebałam. BO! Nie ma mnie w kuchni, przy Damianie, smażącej naleśniki. Idę na kręgle, jeszcze ust nie umoczyłam, zażartowałam, o! Ania już pijana. BO! Pikantny tekst poleciał.
Siedzę na zającowych urodzinach, wygłupy w naszym stylu, oho! dziewczyny się upiły! BO! Zwykle jest grzeczniej.
Mówię komuś czasem o problemach, idę na imprezę - w jego mniemaniu ja się nie bawię wtedy beztrosko, a najebuję... BO! Za gibka jestem i coś niebywale uchachana.
Narzeczona jestem, to teraz muszę połknąć kij od szczotki i zachowywać się poważnie.
Na wydziale filologii polskiej uam studiuję i kto to widział, żeby lubić chodzić do Terytorium.
Dostanę smsa, maila to powinnam na niego odpisać.
A w tostach zawsze musi być ser...
Chuja, a nie musi.
wtorek, 8 lutego 2011
piątek, 7 stycznia 2011
Wkurw
Idę sobie dziś do Lidla na małe zakupy.
Wchodzę.
Bez kosza na kółeczkach, bo po co do pięciu bułek i paru pierdół.
Przede mną Para. Dziewczyna w bobce a'la Szwedzki Kucharz, czarnym płaszczu, z teczką o przekątnej dłuższej niż mój wzrost. Chłopak, kurtka skórzana, włos zakręcony,zapuszczony, acz przycięty na bokach, jazzy boy nie ma co.
Idę po kajzerki i się kurwa przecisnąć nie mogę między kilkoma wózkami.
Tak, ja, mała, cienka, za chuja przejść nie mogłam, bo nikt oprócz siebie i swojego kosza przestrzeni wokół nie analizuje...
Mówię: "Przepraszam". Przepuścili.
Sięgam te bułki i słyszę konwersację Pary...
Dz: - O zobacz Misiu, ten proszek, co go ostatnio kupiłam, 2 kg, staniał.
Ch: - Ojej, mój Misiaczek musiał dźwigać takie ciĘżary, mogłaś mi powiedzieć, sam bym kupił Misiaczku...
Już mnie zaczynają swędzieć sutki od tej ich pieszczotliwej maniery językowej na cały market, idę jednak dalej. Oni jak na złość za mną...
Dz: - Kotku, a co powiesz na warzywka, hmmmm?
Ch: - No Skarbie, można coś wziąć. RzodkieweczkĘ, ale nie, możĘ sałatĘ lodowĄ? Hmmmm....
Zaczynam z irytacji zaciskać szczękę, skręcam. W pizdu! Już obejdę ten market, oby ich nie słuchać, no ale! dwie alejki i półki dalej słyszę:
Ch: - Misiaczku, a co powiesz na marmoladĘ?
Dz: - Hmmmmm, no, może weźmiemy. A jakĄ Kotku?
Noż kurwa! Ja nie chcę brać udziału w ich zakupach...! Idę po papier toaletowy w nadziei, że odejdą od lodówek, bo chcę frytki i zapiekanki.
Sterczą tam i sterczą...
Dz: - Kochanie, a co powiesz na pizzę, na dziś wieczór? Hmmmmm?
"Kochanie" odszedł, ale drze się z końca alejki:
- Dobrze Złotko, myślĘ, że to dobry pomysŁ.
Podchodzę. Naturalnie wkurwiona. Odsuwam tę klapę, sięgam co trzeba, spoglądam na Awągardąwą Niunię i jej zbliżającego się Niuniersa, i mówię do siebie GŁOŚNO:
- Aniu, Cukiereczku, myślisz, że możemy dziś skĄsumować zapiekankĘ z pieczarkami?
- Ależ owszęm Pączusiu! To doskonały pomysŁ!
Sama zaskoczona swoją reakcją !!!, uśmiecham się i odchodzę.
Dawno nic mnie tak nie zirytowało i dawno sama nie śmiałam się tak ze swojego zacietrzewienia...
Oto Qsiak na kilkudniowym wkurwie...
:D
niedziela, 2 stycznia 2011
Pierwszy raz w życiu chciałabym wymazać rok z pamięci. Cały, calusieńki. Naprawdę.
Był chaotyczny, o ile w chaosie znajduję się zwykle doskonale, o tyle ten mnie przytłoczył, zmiażdżył emocjonalnie.
Łzy się same do oczu cisną, kiedy jak na "masochistę" przystało wspominam styczeń, marzec, kwiecień, wrzesień, grudzień...
I jeszcze jedno.
Słowa mają gównianą wartość. Słowom się nie wierzy. Obiecywać można bez końca. I łudzić się można bez końca.
wtorek, 21 grudnia 2010
I po praktykach. Na szczęście.
Zostały ze mnie tylko pryszcze i kilkadziesiąt kilogramów mięsa, z którego wyparowała energia życiowa.
Kurwa.
Przeciętny gimnazjalista to nic innego, jak chodzące, skompresowane chamstwo i cynizm. Na trzydzieści osób w klasie, dwadzieścia siedem ma wszystko w dupie. No i niech ma. Matmę też miewałam głęboko w zadzie, ale nauczyciel to był autorytet, jakiś tam. Człowiek, do którego należało odnosić się z szacunkiem.
Tymczasem dziś, po 8 czy 9 latach wchodzę do szkoły i widzę, że nauczyciel to zastraszona marionetka.
Po pierwsze nic kurwa nie można zrobić z bandą roztrzepanych gówniarzy, bo mają orzeczenia, że na przykład ADHD jest. Jak ja miałam ADHD, dostałam porządny wpierdol i znikała nadpobudliwość, dysleksja, kłopot z tabliczką mnożenia i dzieleniem pod kreską.
Jedynka była jedynką, bez popraw, a olewusów nic tak nie motywowało, jak NIENEGOCJOWALNY kapeć na półrocze.
Za pyskówkę na lekcji leciało się na dywanik do dyrektora i wzywano rodziców. A rodzice słuchali, w domu profilaktycznie opierdalali, pilnowali i jakiś spokój był.
A teraz? Tego się nawet opisać nie da. Liberalizm to za słabe słowo. Totalna rozpierducha. Brak dyscypliny. Brak szacunku do czegokolwiek. A moje narzędzia OBRONY są arcygenialne, arcymocne, gimnazjaliści drżą! Uwaga! Co najwyżej minus, jedynka za pracę na lekcji, punkty za zachowanie, do 40 w ciągu zajęć, a w konsekwencji nic nie dają, bo i tak, gamoń jeśli się zacznie starać, na 2 tyg przed wystawieniem ocen ma prawo wszystko poprawić, chuj, że trzy miesiące dłubie mi na lekcjach w nosie, łyka babole i przeszkadza.
A jak będę konsekwentna - zostałam ostrzeżona - czeka mnie wieczna wojna z rodzicami, później dyrektorem, i kuratorium będą straszyć...
No ja pierdziele...
Jak w każdym gimnazjum, szkole tak będzie, to ja muszę się przekwalifikować. Zamiast wytykać "niekompetencje" nauczycielom, może zaczną kurwa weryfikować wiedzę gamoni, skonfrontowaną z tymi, co się uczą się, jak należy.
A skoro powszechnie wiadomo, że gimnazjum to najcięższy etap, dlaczego statuty i całą reszta ustaleń jest tak pobłażliwa? No błędne koło jakieś...
Ja tam nie zamierzam się jakoś namiętnie dostosowywać.
Dyktować mogą mi co najwyżej listy lektur i plany wynikowe. Dostosować mogę się do szkoły, ale już nie do rozpierdolnika.
I tak mi dopomóż Bóg.
Zostały ze mnie tylko pryszcze i kilkadziesiąt kilogramów mięsa, z którego wyparowała energia życiowa.
Kurwa.
Przeciętny gimnazjalista to nic innego, jak chodzące, skompresowane chamstwo i cynizm. Na trzydzieści osób w klasie, dwadzieścia siedem ma wszystko w dupie. No i niech ma. Matmę też miewałam głęboko w zadzie, ale nauczyciel to był autorytet, jakiś tam. Człowiek, do którego należało odnosić się z szacunkiem.
Tymczasem dziś, po 8 czy 9 latach wchodzę do szkoły i widzę, że nauczyciel to zastraszona marionetka.
Po pierwsze nic kurwa nie można zrobić z bandą roztrzepanych gówniarzy, bo mają orzeczenia, że na przykład ADHD jest. Jak ja miałam ADHD, dostałam porządny wpierdol i znikała nadpobudliwość, dysleksja, kłopot z tabliczką mnożenia i dzieleniem pod kreską.
Jedynka była jedynką, bez popraw, a olewusów nic tak nie motywowało, jak NIENEGOCJOWALNY kapeć na półrocze.
Za pyskówkę na lekcji leciało się na dywanik do dyrektora i wzywano rodziców. A rodzice słuchali, w domu profilaktycznie opierdalali, pilnowali i jakiś spokój był.
A teraz? Tego się nawet opisać nie da. Liberalizm to za słabe słowo. Totalna rozpierducha. Brak dyscypliny. Brak szacunku do czegokolwiek. A moje narzędzia OBRONY są arcygenialne, arcymocne, gimnazjaliści drżą! Uwaga! Co najwyżej minus, jedynka za pracę na lekcji, punkty za zachowanie, do 40 w ciągu zajęć, a w konsekwencji nic nie dają, bo i tak, gamoń jeśli się zacznie starać, na 2 tyg przed wystawieniem ocen ma prawo wszystko poprawić, chuj, że trzy miesiące dłubie mi na lekcjach w nosie, łyka babole i przeszkadza.
A jak będę konsekwentna - zostałam ostrzeżona - czeka mnie wieczna wojna z rodzicami, później dyrektorem, i kuratorium będą straszyć...
No ja pierdziele...
Jak w każdym gimnazjum, szkole tak będzie, to ja muszę się przekwalifikować. Zamiast wytykać "niekompetencje" nauczycielom, może zaczną kurwa weryfikować wiedzę gamoni, skonfrontowaną z tymi, co się uczą się, jak należy.
A skoro powszechnie wiadomo, że gimnazjum to najcięższy etap, dlaczego statuty i całą reszta ustaleń jest tak pobłażliwa? No błędne koło jakieś...
Ja tam nie zamierzam się jakoś namiętnie dostosowywać.
Dyktować mogą mi co najwyżej listy lektur i plany wynikowe. Dostosować mogę się do szkoły, ale już nie do rozpierdolnika.
I tak mi dopomóż Bóg.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

