niedziela, 21 czerwca 2009

List motywacyjny


Muszę znaleźć pracę na wakacje. Ponoć połowa sukcesu do dobrze napisane CV i list motywacyjny. Wystarczy, ba! nawet trzeba dobrze nakłamać i zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną gwarantowane. Powiem szczerze, a właściwie napiszę, że stworzyłam całkiem niezłą, oficjalną wersję Anny Kusiak. Nieoficjalna bowiem, czyli prawdziwa, wyglądałaby mniej więcej tak:

Anna Kusiak
Os. KRÓLEWSKIE 35/30
61-156 Poznań

List motywacyjny

Nazywam się Anna Kusiak i jestem pseudostudentką trzeciego roku filologii polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Żerując na okresie wakacyjnym, patrz urlopowym, zwracam się z desperacką, jeszcze prośbą o przyjęcie mnie do pracy Waszej państwowej, absolutnie nienepotycznej instytucji, bowiem moja inicjatywa nie wypłynęła wcale z sugestii życzliwej mi osoby , która ów list doniesie w odpowiednie miejsce, tylko z ambicji i wiary, że nie zmarnuję się w sieci sklepów odzieżowych tudzież spożywczych.

Chciałabym aby moja kandydatura była dla Państwa oczywista i korzystna. Otóż powszechnie wiadomo, że będzie potrzebna dodatkowa osoba, by nie zrzucać masy obowiązków na osoby pozostające w pracy, podczas gdy inni będą smażyć tyłki na Majorce lub dziubać w swoich działkowych ogródkach, popijając procentowe napoje i grillując przez bite dwa miesiące. Jeśli wzbudzę Państwa zainteresowanie i chęć do współpracy, bo będziecie kompletnymi debilami, jeśli zamiast przyznania nowego etatu, zatrzymacie jakąś starą, sapiącą babę na wyczerpaniu, jestem w stanie zobowiązać się do stałej kooperacji – synonim do współpracy, bowiem od przyszłego roku planuję rozpocząć indywidualny tok studiów, co zakończy bezproduktywne obijanie się i nieograniczone surfowanie po Internecie, wpędzi w machinę rutyny i obrzydzenia do świata.

Wszystkie moje dotychczasowe zajęcia były niezobowiązujące i podejmowane jedynie w celach zarobkowych, chociaż i w tym miejscu przyznać trzeba, że mijałam się z celem. Otóż płaca była nieadekwatna do pracy, podczas gdy musiałam kroić 8, 11 godzin w markecie większym od siebie nożem i większe od siebie arbuzy, zbierać od rana do nocy na polu truskawki po marne 3zł za kobiałkę (dziennie z moim miejskim obyciem wychodziło od 10 do 20 , zależy jakie pole się trafiło), liczyć np. słoiki z ogórkami rozstawione arcystrategicznie na kolosalnych półkach czy folie, tzw koszulki do dokumentów, w liczbie około tysiąca podczas różnych inwentaryzacji, lub obsługiwać iście wirtuozyjną, niekonfliktową i przyjazną elitę kamiennicową z ulicy Ratajczaka, w sklepie spożywczym o wdzięcznej nazwie Delikatesy K***. Zdobyłam zatem ogromne doświadczenie, jak rozpoznać dojrzałe arbuzy od niedojrzałych po samym opukiwaniu, jak skrupulatnie oddzielać szypułkę od truskawki, jak ściągać słoiki z półek tak, by ich nie strącić, czy w jaki sposób ślinić palce, by rozklejanie stert folijek szło sprawnie, i w końcu jak szybko i wybitnie cienko kroić sery, wędlinę, wyzbyć się zasady „klient nasz pan” czy szantażować pracodawcę. Nabawiłam się alergii na starszych ludzi, kontuzji kolana i nerwicy. Za zdecydowany sukces mogę uznać w swoim życiu zawodowym uzbieranie 20 kobiałek truskawek, pełne skupienie w liczeniu do 870 folii czy zniesienie 16 kontenerów, 11 palet i 20 zgrzewek piwa do magazynu po stromych schodach w jedyne 28 minut.

Obecnie chciałabym się poświęcić innemu jeszcze zajęciu, by móc realizować ambicje i rozwijać umiejętności, np. w parzeniu kawy, stemplowaniu dokumentów lub odbieraniu poczty, jeśli tylko Państwo zatrudnią mnie w swojej placówce.
Jestem osobą leniwą ale zdolną. Wywiązuję się z powierzonych mi zadań, bo muszę, przez pierwsze dwa miesiące w miarę pilnie. Inaczej dzieje się, jeśli obowiązki mnie nie nudzą, ale takich mi teraz nie zlecicie. Potrafię w wybitnie chaotyczny sposób zorganizować sobie tok pracy, ale proszę mi wierzyć, że we wszystkim odnajduję się doskonale. Dobrze współdziałam w zespole dopóki wszystko idzie po mojej myśli, albo nim dowodzę. Mam wysoko rozwinięte zdolności związane z moim kierunkiem studiów. Nigdy nie wiem do końca gdzie stawiać przecinki, ale umiem zrobić tak, by tekst ładnie brzmiał. Jestem komunikatywna, mówię, co myślę a nie myślę nad tym, co mówię i mam dobrą dykcję, tylko cichy głos. Znam obsługę komputera, potrafię go włączyć, wyłączyć, ustawić tapetę, wygaszacz, rozmieścić estetycznie ikonki. Obsługuję podstawowe pakiety biurowe, czyli Word i Exel. Doskonale opanowałam rozstaw liter i cyferek na klawiaturze, umiem wypełniać tabelki. Znam język angielski, ale posługuję się nim jak mnie natchnie, łacinę podwórkową w stopniu zaawansowanym i podstawy włoskiego. Ponadto jestem kreatywna, szczególnie podczas czynności wypróżniania się, energiczna, jak się wyśpię i pojętna i bezkonfliktowa, podczas gdy nie mam zespołu napięcia przedmiesiączkowego, miesiączkowego i pomiesiączkowego.

Do listu motywacyjnego dołączam życiorys, bogaty w wiele implikacji, o których chętnie opowiem na rozmowie, która myślę się odbędzie, bo jak nie, miejcie na uwadze, że zmarnuje się tak nietuzinkowy umysł, stając się jednym z przyziemnych, żerujących, zawistnych, marudzących, wyzyskujących MOPR-y bezrobotnych.

Z góry dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej kandydatury. Za niepozytywne, obiecuję, że przestanę spłukiwać w Waszych toaletach, z których korzystam podczas eskapad na miasto.

Z uszanowaniem
Kusiak. Anna Kusiak

piątek, 19 czerwca 2009

"Być kobietą, być kobietą..." Ad vocem feminizmu - półżartem, półserio.



Od kilku dni, jeśli nawet nie tygodni (CZAS zdecydowanie stracił poczucie czasu i płynie za szybko !), mam "do czynienia" z pojęciem feminizmu, z ruchem feministycznym, trafiam na jakieś debaty w Internecie, telewizji związane z tym tematem... Wszystko jest dziełem przypadku, ale troszkę mnie to zainteresowało, zaintrygowało, nade wszystko jednak rozśmieszyło.
Znalazłam jakąś starą rozmowę Ewy Dąbrowskiej - Szulc z Januszem Korwinem - Mikke, potem wystąpienie tegoż samego Pana w programie Dzień dobry TVN.

( http://www.youtube.com/watch?v=qxXg4jlqo9E&feature=related , http://www.youtube.com/watch?v=ogO3af9F_cg )

Szkoda, że te materiały były pierwszymi, na jakie trafiłam, bo przez to, że są łatwo dostępne a tak krzywdzące dla ogólnego pojęcia feminizmu, potwierdzają stereotypy. Pani Ewa, chciałoby się złośliwie rzec, chyba przeszła mutację w dzieciństwie, w dyskusji natomiast była zbyt agresywna, a jedyne, co zapamiętałam to jej pretensjonalny ton wypowiedzi i "Nieprawda...!!!"
Pieńkowska na słowa Januszka reagowała jeszcze gorzej, jak zwyczajna kobieta - oburzeniem w głosie, mimice, i o. Merytorycznie mogła Januszka zaskoczyć, tym bardziej, że wszędzie powtarza te same argumenty, a i tok rozumowania ma prosty, bo głosi logiczne łopatologizmy. Wystarczyło się przygotować do wywiadu i przeprowadzić go z wrodzonym, kobiecym wdziękiem i jakąś strategią. Gniew i podnoszenie głosu nie są dobrą taktyką...
Przykład kolejny na feministyczną górnolotność. Wystawa w Collegium Maius...

( http://www.mmpoznan.pl/5186/2009/5/28/niegrzeczna-jak-studentka-polonistyki--zdjecia?districtChanged=true )

Nie chcę wnikać w stopień artyzmu i kreatywności, nie mnie to oceniać. Zdjęcia owszem, były wyzywające, jedno może nawet za bardzo, ale oprócz tego były zmysłowe, kobiece i miło było popatrzeć na metamorfozy. Nie obyłoby się jednak bez złośliwości... Kartka z opiniami zabazgrana przez dra literaturoznawstwa, któremu/której(?) zabrakło odwagi aby się podpisać pod swoją wypowiedzią i niepochlebne opinie jakiejś Pani G***,pracownika/pracowniczki! UAM, która stwierdziła, że zaskoczona jest tym, iż wystawa obeszła się bez żadnych protestów i została tak spokojnie przyjęta! Bo jakże można się dopuścić tak przedmiotowego traktowania samej siebie i kobiet w ogóle!
Nie chcę komentować wypowiedzi, zasłyszanych na korytarzu: "Z polonistycznych myszek przeszły w polonistyczne kurwy", "No jak szmaty takie"... Kobieta o kobietę zazdrosna, niech każda z nich przyzna szczerze, w głębi duszy, czy nie chciałaby aby i jej zdjęcie się tam znalazło... Zwykła zawiść, subiektywizm... A ważna była inicjatywa, idea, pomysł... Może w przyszłości zaowocuje kolejną wystawą stworzoną pod innym kątem, z innego punktu widzenia...Nie wiem...Polonistki w plenerze... Ale jak znam życie i naturę Polaków, przyczepi się wtedy Greenpeace lub Straż miejska...

Jest i już zawsze będzie w ruchu feministycznym mnóstwo wstydliwych i kompromitujących zjawisk, antynomii, chaosu - przynajmniej w ogólnym odbiorze. Nie wiem, dlaczego feministki tyle krzyczą, atakują, są nieustępliwe, zawistne, zawzięte. Wystarczy popatrzeć na Ewkę, no prawie pluła na Januszka kiedy mówiła... Doskonale pasowałaby do sufrażystek - chuliganek. Ja nie wiem, co miało na celu nie golenie nóg, wybijanie szyb w oknach, przykuwanie się do skrzynek pocztowych i cała reszta spektakularnych, kaskaderskich "wyczynów" angielskich czy amerykańskich inicjatorek... Kobietom nie przystoi chuligaństwo, a mężczyznom noszenie sukienek... A protesty można było i można nadal organizować inaczej, a równie efektywnie i efektownie.
Nie widzę też powodu, by w Polsce była aż taka fatalna sytuacja kobiet, by Ewka miała tyle powodów do niezadowolenia. Niech pojedzie do Iranu czy Iraku, Somalii... Może tam pojmie i ona, i reszta, czym feminizm powinien być.

Feministki są nadwrażliwe, nadpobudliwe, wszędzie widzą nierówność, niesprawiedliwość. Podobno działają w imieniu kobiet i dla kobiet. Ja mówię temu stwierdzeniu NIE. Feministki to kontrkultura, subkultura. Feministki są zjawiskiem kojarzonym negatywnie, wyśmiewanym. A dlaczego? Dlatego, że swoim zachowaniem sprawiają, iż nie przestaję myśleć, że leczą jakieś traumy z przeszłości. Skoro uroda nie może stać się atutem, to trza nim uczynić mózg. To jakiś rodzaj tarczy obronnej, ale nikt tak nie napiera, nie atakuje, nie czas na krzyki i agresję, demonstrowanie, kto gorszy, kto mądrzejszy... Dziś się współpracuje...
Na szczęście istnieją działaczki na rzecz kobiet, felietonistki, pisarki, inteligentki, które z wyczuciem, ze stanowczością i obiektywną oceną dokonują analizy relacji i zjawisk, jakie panują między płciami, w społeczeństwie. Nie krzyczą, a działają. Realizują się w pełni i nie widzą przeszkód, na drodze do sukcesów.

Cieszę się, że jestem kobietą. Tylko szkoda ,że nie dość ładną;).
Odpowiada mi, że schodząc ze schodów mężczyzna idzie przede mną, że otwiera mi drzwi, podaje kurtkę, odkręca słoik, ustępuje miejsca w tramwaju. On mi wtedy nie demonstruje swojej siły, wyższości. Pokazuje szacunek i dobre maniery.
Lubię pokuchcić, to mi nie uwłacza. Kiedy mężczyźnie ugotuję coś dobrego i widzę, że mu smakuje, to wiem, że tylko plusuję, i w odpowiedzi dostanę bukiet kwiatów, a nie wodę kolońską.
Jeśli w Maiusie pojawiła się taka, a nie inna wystawa, to ma na celu pokazanie, że kobieta nie jest przedmiotem, ale ma świadomość swojej zmysłowości, niepokornej duszy. No i trzyma w ręku nie byle jaką książkę...
Nie sądzę też, aby kobiety na kierowniczych stanowiskach miały gorzej od mężczyzn. Jeśli płacą im mniej, to widać nie zasłużyły, a gafowatość trzeba sobie jakoś wytłumaczyć, no to niech będzie dyskryminacja.

KAŻDY JEST TYM, KIM SIĘ CZUJE.
Raduje mnie fakt, że mam piersi, delikatną skórę, wcięcie w talii... Uwielbiam kobiece ciała i nie widzę powodu, żeby kobiety były gorsze tylko dlatego, że są kobietami. Nie czuję się słabsza, gorsza, nieuprawniona. Nie czułabym się tak nawet 200 lat temu. D'Arc, Skłodowskiej - Curie, Szewińskiej ruchy feministyczne do szczęścia nie były potrzebne. I mi nie są. Nie interesuje mnie zmiana systemu gramatycznego, by było w nim więcej kobiecych form, ilość kobiet w parlamencie, to, że 99% filmów porno rozpoczyna się od robienia facetowi loda, przez kobietę naturalnie, albo, że magazyny dla panów skupiają się tylko na cielesności. Przecież to kobiety na to wszystko zezwalają, dają się poniżać i wpędzać w machinę społeczną w innej postaci, niżby tego sobie feministki życzyły. Tak, jak się feministkom wydaje, że mężczyźni rozporządzają światem, tak ja śmiem twierdzić, że i my jesteśmy w stanie owinąć ich sobie wokół palca. Wszystko jest siecią wzajemnych zależności. Dziś nie potrzeba feministek, dziś potrzeba działaczek społecznych. Feministka natomiast już nie pozbędzie się szybko etykiety Mamuta.

Zdaję sobie sprawę, że spłycam problem i zagadnienia feminizmu. Jednak tak myśli ponad połowa społeczeństwa. Wierzę jednak, że feministki przestaną kiedyś krzyczeć, a zaczną prezentować swój pożyteczny program. Przestaną kłócić się z mężczyznami, a zaczną realizować to, co mają w zamiarze, przestaną atakować, a zaczną chwalić się sukcesami. Przestaną wreszcie wytykać przedmiotowość, a i swój intelekt przyozdobią wdziękiem i urodą. Nawet Ewka nie wyglądałaby najgorzej gdyby się uczesała, ubrała w modniejszą garsonkę i poprawiła dykcję. W końcu wszyscy, kobiety i mężczyźni, jesteśmy estetami...

sobota, 9 maja 2009

"Niepytany głupkiem zwany". Z kroniki ludzkich przypadków...


Muszę podzielić się pewnym typem sytuacji, jakich mi życie nie szczędzi...
Bywają złośliwe, stresogenne, adrenalinopodnośnie, śmieszne.
I nie potrafię przejść koło nich obojętnie, bez słowa... I wtedy stają się częścią mojej egzystencji.
A że mam zdolność podnoszenia banałów do rangi ewenementów, to już kwestia charakteru, ale przez to jest o czym pisać, i co czytać. ;)

Ostatnio często chodzimy na spacery. Po pierwsze z obowiązku, ponieważ mamy Kolę, po drugie dla przyjemności.
Pogoda piękna, a nad Wartą sporo ludzi. Zaraz przy zejściu z wału mieliśmy okazję zaobserwować scenę. Grupa młodych dziewczynek grała w siatkę, i towarzyszył temu szczery śmiech i nietłumiona radość.
Kilka metrów dalej leżała kobieta, która zaczęła na te dzieci krzyczeć. Według niej hałasowały, zachowywały się za głośno, i jak tak można???!!!...
Moja ciekawość natychmiast wzrosła. Ba! Jej ton i pretensjonalne podejście tak mnie zirytowały, że już było pewne, iż każde jej słowo potraktuję jako pretekst do skomentowania tego zachowania. Długo nie musiałam czekać, zrobiłam może cztery kroki, po czym usłyszałam, jak ciągnie temat dalej... "Powinnyście być cicho, tam macie dużo miejsca, chłopcy się tu z Was nawet śmieją, przenieście się..." Blabla bala...
Zawrzało, Anna nie wytrzymała...
Zaproponowałam, żeby się kobitka sama przeniosła, jak jej coś przeszkadza, i co to są za roszczenia w takim miejscu, ponadto skąd wie, z czego się Ci ludzie obok śmieją ( marny chwyt erystyczny zastosowała ), i ja nie widzę nic złego w tej zabawie... W odpowiedzi usłyszałam, że ona tam była pierwsza i się nie przeniesie!
I nie pomogło krótkie zdanko z jasną implikaturą, że to nie jest prywatna plaża i swoje niezadowolenie w takim miejscu może sobie wsadzić tak naprawdę w cztery litery...
Jej kontra na powyższe była arcyinteligentna:


-"NIEPYTANY GŁUPKIEM ZWANY"


Tyle miała mi do powiedzenia kobieta w wieku ok 35 - 40 lat... Zaśmiałam się i zdołałam tylko wydusić, że to idiotyczne powiedzenie w takiej sytuacji, doprawdy...
To był druzgoczący argument z jej strony...

Na takim poziomie rozmowy, powinnam była odpowiedzieć:


-KTO KOGO PRZEZYWA, SAM SIĘ TAK NAZYWA! ...


Ale darowałam sobie tą złośliwość, zresztą pewnie by nie pojęła...


Suma summarum, zganione dziewczynki już nie miały takiej przyjemności z gry, a zachowawszy swój młodzieńczy honorek na miejscu zostały. Nadrzeczna zrzęda mogła leżeć spokojniej, a ja mam o czym pisać...

"Niepytany głupkiem zwany"... Skąd ludzie biorą takie łapatologizmy... I dlaczego je głośno wypowiadają... Toż to kompromitacja w ustach dojrzałej kobiety... Dodam, że nawet Google nie zna tego ... hm... powiedzonka... :D

Roznegliżowane, małoletnie lafiryndki - źle, przyzwoicie się bawiące dziewczyny - źle...
Najlepiej, jakby sterczały pod blokiem i zamiatały girami piasek z kneblami w buziach...
Yh, wystarczyło im grzeczniej zwrócić uwagę, albo się przesunąć te parę metrów dalej, wszyscy byliby zadowoleni...


Zaraz przypominają mi się dwie równorzędne sytuacje w moim życiu...


Primo, mój debiut w zwracaniu ludziom uwagi. Pozwolę sobie przytoczyć tę replikę.
Sytuacja na dworcu kolejowym w Koninie, kilka ładnych lat temu, kiedy to planowałam pierwszą w swoim życiu samodzielną podróż, a wiadomo, jak funkcjonuje PKP:

-Przepraszam, czy ten pociąg do Koła jutro na pewno odjeżdża o 12.37?
-Dziecko, skończyłaś podstawówkę? Tam jest tablica z odjazdami.Nie umiesz czytać?
-Skończyłam podstawówkę, umiem czytać i widzę, że nad okienkiem jest napisane INFORMACJA, więc pytam czy ten pociąg pojedzie jutro o godzinie 12.37.
Po chwili dostałam odpowiedź:
-12.32.
Podziękowałam i odeszłam.

Secundo, sytuacja ze stycznia... Groźna, aczkolwiek jestem z niej dumna.;) Otóż jechałam na egzamin z kultury języka polskiego, a do tramwaju wsiadło dwóch naprutych delikwentów... Miałam pecha, bo usiedli za mną. I teraz tak, byłam wkurzona jak osa, bo pod kurtką gniotła mi się bluzką, a nie znoszę pogniecionych rzeczy; w myślach próbowałam posegregować swoją wiedzę, bo po nocce przyswajania sporego materiału ma się jednak w czerepku mętlik, a tu jeszcze taki ćwok mi nad głową klnie, śmieje się, rzuca iście durnowate komentarze, a wszystko takim tubalnym, donośnym i jazgoczącym głosem...
Jak na 7 rano, za wiele wrażeń...
Najpierw odezwała się jakaś babcia, w odpowiedzi usłyszała: - Zamknij się ty stara kurwo. Następny był chłopak z tyłu, usłyszał - Chcesz wpierdol, no dawaj...

O!!! Tego już było za dużo... Odwróciłam się, i doznałam tak zwanego FLOW... Pamiętam tyle tylko, że zaczęłam od słów: - Czy Ty się do cholery możesz człowieku wreszcie zamknąć?! Jest 7 rano... i poleciało... Składnie, konkretnie, krótko i zdecydowanie! Sama byłam pod wrażeniem, tego co, i jak powiedziałam...
Kiedy skończyłam, oczy wszystkich zwrócone były w moją stronę. Zapewne w każdej głowie wiły się dwie myśli: albo ją koleś zaraz zabije, albo ... ( tu można snuć domysły;) )...
Ku mojemu zdziwieniu, młody gorszyciel zamilknął, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...
Po kilku minutach, musiał jeszcze "zakogucić", i usłyszałam komentarz: - Ta ile ma kolczyków w tych uszach, jaki brudas, pank... W ripoście zaproponowałam mu tylko, żeby usunął brud spod paznokci i domył ręce, wtedy możemy dalej rozmawiać. Otworzyły się drzwi, wystrzelił z ojczulkiem, jak z procy, oczywiście na pełnym szpanie, barami zahaczył o progi...

Nie wiem skąd tacy ludzie się biorą, skąd we mnie tyle "heroizmu", bo mogłam oberwać, i skąd taka językowa mobilizacja, którą chciałabym mieć zawsze...!!!
Przez starsze babcie zostałam pochwalona, do Maiusa weszłam w pogniecionej bluzce, egzamin zdałam na 4, i było git.



No... Długaśny post...
Kto dotrwał do końca?:D

środa, 29 kwietnia 2009

do lata, do lata, do lata piechotą będę szła...


Mój ulubiony opis na gg :)

A piosenka... Oj...
Bajmu nie znoszę, Beaty jeszcze bardziej, ale utworek fenomenalny, tak muzycznie lekki i przyjemny jak nieśmiałe, pierwsze, wiosenne, słoneczne promienie...

No i przede wszystkim do lata coraz bliżej...
Nie da się opisać słowami mojej wewnętrznej radości, która towarzyszy mi od dwóch dni... Słońce, błękitne niebo, mozaika barw, ciepły wiatr, kwitnące drzewa, zapach zieleni, sama zieleń!, lekkie powietrze...

Na głowie mam tyle rzeczy i problemów, że aż strach się bać, ale błogość za oknem relaksuje i sprawia, że chce się podejmować wyzwania i rozprawiać z kłopotami. Budzi się optymizm i zapał. Budzę się ja...

Z hibernacji wybudziłam się podczas wyjścia nad rzekę z Wojaczkiem w dłoni.
Przypomniały mi się czasy, kiedy to była chwila na egzaltacje, szaleństwa i głupoty. Niczego jeszcze nie zdominowała rutyna, powszedniość, obowiązki, pośpiech, którym bezlitośnie zarażają duże miasta. Nie było zniewalającego Internetu, były książki, ołówki, farby i papier... Tak, tak, Aneczka kiedyś nawet rysowała...:) Życie nie stało też w miejscu, łobuziarstwo i strawa duchowa to były priorytety, a pojęcie nudy nie istniało.

Wiecznie młodym i beztroskim być nie można, ale nie należy się za szybko starzeć... Ja postarzałam się za prędko. Gdzieś zapodziało się pozytywne wariactwo, głód adrenaliny, podejmowanie wyzwań, niepokorność...
No i ten mój Wojaczek buntownik, czytany na wyrywki, ta poezja przed moimi oczyma i wokół, uświadomiła mi, że czas się zbudzić, otrząsnąć i zacząć coś robić ze swoim życiem. Nie wiem, czy to oby nie będzie słomiany zapał, nieważne... Ważne, że żyje się bodźcami... Albo chwilami, jak to w piosence Dżemu było...

Do lata będę szła piechotą, wyboistą drogą, o pracę roczną z hlp się potknę, o sesję, ale to nic... Wstanę, otrzepię kolanka i będę się cieszyć Słońcem, dobrą pogodą, młodością. Kocham ciepło, błękitny firmament, siklawę promieni... Dla mnie to będą zawsze synonimy beztroski i energii...




Aaaaaa! I jeszcze coś! Taki bonus ode mnie i Mistrzunia Wojaczka:

Prośba

Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej
Ostatni listek wstydu już dawno odrzuciłam
I najcieńsze wspomnienie sukienki także zmyłam
I choć kogoś nagiego bardziej ode mnie nagiej
Na pewno mieć nie mogłeś, zrób coś, bym uwierzyła

Zrób coś, abym otworzyć się mogła jeszcze bardziej
Już w ostatni por skóry tak dawno mej wniknąłeś
Że nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś
I choć nie wierzę by mógł być ktoś bardziej otwarty
Dla ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz